Tolerancja

ten zapisek znalazłem w swoim zielonym zeszycie, prawdopodobnie z 2001 lub 2002 roku

 

Tolerancja

Brama do odkrywania innych aspektów siebie – całości.

Potrzebna, aby w grze panowała równowaga.

Prowadzi do zrozumienia (które zawsze jest).

Jest jak bezpieczny korytarz lotu..

Pozwala odetchnąć od emocjonalnego napięcia.

Uczy lepszego panowania /kontroli nad życiową energią, którą rozdzielam pomiędzy poszczególne części.

Tolerancja to sztuka prowadzenia pokojowej polityki w wewnętrznym państwie

To pozdrowienie od Stwórcy dla Stwórcy.

Podarunek mądrego serca dla siebie i świata.

Sposób na ominięcie ograniczeń 3D zapisanych w DNa.

To ufność w swoją wielowymiarową mądrość.

To szerokie spojrzzenie na wszechrzeczywistość, Largo.

Tolerować to wiedzieć, że wszelkie ograniczenia są pozorne.

Sztuka Swobodnego Latania.

72002_kolory_teczy2.jpg

Atmosfera Istnienia

     Okoliczrainbowwności nie mają znaczenia, ważny jest Stan w jakim Jesteś

Ponieważ nie ma czegoś takiego jak fizyczna, empiryczna rzeczywistość, to STAN W JAKIM JESTEŚ, staje się jedyną rzeczą, która determinuje twoje doświadczenie w tym WYOBRAŻENIU fizycznej rzeczywistości, bo tym ona jest.

Because there is no empirical, physical reality, then STATE OF BEING really becomes the only thing that determines the experience that you have in the IDEA of physical reality, because that’s all it is.

Bashar

Kilkanaście lat temu, prowadząc dialog z samym sobą, chyba to miałem właśnie na myśli:

P: Jak zachować ciągłość w byciu szczęśliwym?

O: Słońce nie świeci cały czas, deszcz nie pada nonstop, cały czas jest tylko powietrze/atmosfera. To atmosfera ma być radosna, nie wydarzenia czy sytuacje.

P: Czym jest atmosfera?

O: Atmosfera o stan energetyczny. Przetwórczo-Kreujący.

Dziecko.. ma własne ścieżki..

Przed kilkoma dniami, w poście u Altei http://alteazgwiazd.wordpress.com/2014/01/07/zakazana-edukacja/ dodałem kilka komentarzy, w których rozważałem alternatywne możliwości kształcenia (się) dzieci, zwłaszcza tzw. filozofii ‚unschooling’, gdzie dziecko podąża za własną ciekawością.. po prostu..

839d58f03d6ed15b1cea73d924e7605b,61,19,0

„no właśnie, czym jest edukacja? być może procesem przypominania sobie po co dokładnie tu jesteśmy. a jeśli tak jest, to kto powinien decydować o tym czego powinniśmy się uczyć, przypomnieć sobie czy rozwijać w sobie? samo dziecko czy ktoś z zewnątrz?

pewne trendy w tzw. edukowaniu stają się coraz wyraźniejsze. jeżeli rodzice mają możliwość (a nie zawsze jest to możliwe, zwłaszcza gdy dziecko wejdzie w klasyczny system edukacji już w wieku 3 lat) zaobserować, że dziecko potrafi samo wybrać to co go intresuje i podążać po prostu za swoją ciekawością (być może jest ‘prowadzone’ przez swój wyższy umysł), to mogą się skłonić do tego aby samodzielnie stworzyć dziecku do tego warunki, z dala od zewnętrznego systemu szkolnego, czy to publicznego czy prywatnego.

homeschooling to w obecnych czasach już coś powszechnego. są kraje, takie jak anglia, irlandia, włochy, norwegia, portugalia, czy słowenia gdzie konstytucja gwarantuje zupełnie swobodny wybór: edukować w szkole lub w domu. w innych krajach ta swoboda jest już mniejsza, a np. w polsce, niestety każde dziecko musi realizować podstawy programowe, czyli w przypadku edukacji domowej, należy mieć pozwolenie dyrektora, zaliczać egzaminy itd. te realia znamm trochę z własnego doświadczenia jako nauczyciel, ale i jako rodzic, którego dzieci uczą się same, tak jak tego p r a g n ą, czują lub p o t r z e b u j ą.

żeby się nei rozpisywać, zwrócę tylko uwagę na tzw. unschooling, pewien nurt filozoficzny, który wyodrębnił się z homeschoolingu. słowo ‘unschooling’ bywa tłumaczone jako ‘odszkalnianie’. w dużym skrócie zakłada on, że dla dziecka lepiej, aby w ramach edukacji domowej zamiast realizować ramówkę szkolną, czyli program z reguły mocno przedawniony, ograniczony i nie mający za dużo wspólnego z indywidualnym rozwojem wielowymiarowej istoty ludzkiej jaką jest dziecko, podążało za.. własną ciekawością.

jak to kiedyś ująl George B. Shaw:

“Widokiem, który chcemy widzieć jest dziecko w pogoni za wiedzą, a nie wiedza w pogoni za dzieckiem.”

osobami, które podjęły tę myśl był John Holt i John Taylor Gatto, których życie i pracę zdecydowanie polecam wszystkim rodzicom w tym nurcie pedagogiczno-filozoficznym zwanym unschoolingiem powstało wiele innych, np. taking children seriously (traktowanie dzieci poważnie)

ocenia się że w samej anglii ok. 80 tys dzieci UCZY SIĘ (uczy siebie) w domu, w usa ponad 2 miliony. warto wstukać choćby w wikipedii termin unschooling, po polsku na razie tylko krótko, po angielsku dużo więcej, są też linki do stron. wśród moich znajomych nauczycieli jest to temat bardzo na topie, a może nawet najważniejszy. bo przecież to dzieci pojawiają się w tej rzeczywistości z ‘najnowszymi informacjami i przekazami’ a nie dorośli, których już omamiła i zblazowała ciężka fizyczna rzeczywistość. to właśnie dzieci mają szansę zmienić ten świat, bo one czują i wiedzą inaczej. ale aby wydobyć z siebie i wykorzystać tę wiedzę potrzebują przestrzeni, możliwości i… najważniejszego… poszanowania ich WOLNEJ WOLI.”

„to wlasnie dzieci nieustannie zmieniaja szkole. jak i kiedy tylko moga, zrownoja nauczycieli ze soba, pokazujac ze sa tak samo wazni i ze warto traktowac ich jak istoty ludzkie a nie jak podrzednych ‘uczniow’. leworeczni, dysgraficy, dysortograficy, dyskalkulicy itd itd na razie ‘wywalczyli’ sobie nieco wiecej zrozumienia, ale w koncu zrozumienie nauczycieli siegnie zenitu i okaze sie ze szkola moze miec tylko jedna sprawiedliwa forme: jako miejsce wymiany wiedzy pochodzacej z wielu wymiarow i jak sadze to wlasnie dzieci beda mialy wiecej do przekazania.. tak wiec zmieni sie wiele. a jeszcze wracajac do przykladu jenny. generalnie, juz kilkanascie lat temu jako nauczyciel (przepraszam za okreslenie, ok, wspoltowarzysz) zauwazylem ze rodzice, przynajmniej ci ktorzy dobrze rozumieja swoje dzieci, udzielaja mu zdecydowanie wiekszego wsparcia w tzw. s/tarciach z nauczycielami, niz np. 30 lat temu. pamietam jak rok czy dwa lata temu, ‘blagalne’ spojrzenia nauczycieli kierowane w moja strone, abym ‘przywrocil moja corke do porzadku’, czyli poparl ICH, kiedy tlumaczyli jej jak wazne jest ciche siedzenie w lawce przez 45 minut, unoszenie reki do gory, pokorne traktowanie slow nauczyciela itd. ja tymczasem z niekryta przyjemnoscia obserwowalem jak ONA, czyli 7,5 letnia dziewczynka wytaczala im konstruktywna krytyke, z ktora zgadzalem sie w 99 procentach🙂 . aha, i nie stosujac przy tym zwrotow ‘pan/pani’ pod adresem nauczyciela, co ulatwialo jej przeforsowywanie swoich argumentow, z poziomu ‘rownej wsrod rownych’. obserwujac to czasami absolutnie sie do tego nie wtracalem, w koncu jest wielowymiarowa, nieskonczenie madra istota, ktora wie czego pragnie, wiec musi to zakomunikowac innym, aby cos moglo sie zmienic na plaszczyznie kompromisowego eksperymentu zwanego ‘szkola’, pisze ‘eksperymentu’, bo jak pogodzic potrzeby i pragnienia setek partycypujacych istot, z ktorych kazda zyje w swojej wlasnej rzeczywistosci?”

caly post z wszystkimi komentarzami tutaj: http://alteazgwiazd.wordpress.com/2014/01/07/zakazana-edukacja/

Jasna strona ataków energetycznych

Tekst ten przetłumaczyłem kilka lat temu ale.. właśnie go znalazłem, więc może komuś ma się przydać..

Fragmenty z książki pt. A Wanderer’s Handbook Carli Rueckert z 2001 r.

http://llresearch.org/

Jim:

d8131fb00c23ab093cae1039b306941cWiększość ludzi prawdopodobnie nie nazwałaby stanu niepełnej harmonii jakiego nasza grupa doświadczyła jesienią 1982 mianem prawdziwej dysharmonii. Jednak, gdy ktoś podąża ścieżką poszukując światła, którego jest coraz bliżej, tak jak my mieliśmy zaszczyt podczas naszego kontaktu z Ra, nawet najmniejsze zaburzenia harmonii, jeśli się ich nie skoryguje, mogą zostać wykorzystane przez istoty jak nasz negatywnie spolaryzowany przyjaciel, a następnie wzmocnione. Takie energetyczne pozdrowienia mogą stać się doskonałą sposobnością, aby zrównoważyć tego typu braki harmonii, oraz jeszcze bardziej przyspieszyć i pogłębić swoją ewolucyjną podróż, ponieważ owa negatywna istota tak naprawdę wzmacnia nasze dysharmonijne wybory, a robiąc to, wskazuje nam nasze słabe punkty, które być może przeoczyliśmy w trakcie swoich świadomych poszukiwań. Nie mniej jednak, trzeba działać szybko i gruntownie, aby rozwikłać owe zniekształcenia w swojej własnej istocie, gdyż w innym przypadku może zapanować jeszcze większy chaos i trudności, a to za sprawą, po pierwsze, twojego początkowego opartego na wolnej woli wyboru, po drugie, wzmocnieniu tego wyboru przez istotę negatywną, i po trzecie, braku zainteresowania z twojej strony, aby zrównoważyć owo zniekształcenie. Na szczęście, większość ludzi nie ma do czynienia z magicznymi umiejętnościami istoty z piątej gęstości [negatywnej], a jedynie pomniejszymi zdolnościami ich sług z czwartej gęstości, którzy jednakże są zazwyczaj całkiem skuteczni w działaniach na własną rękę.

Carla (wybrane cytaty):

Z moich obserwacji wynika, że parapsychiczne pozdrowienia zawsze przeobrażają się w sposobność, aby raz jeszcze nawiązać współpracę z gęstością [z której pochodzą]. Pracując z tymi pozdrowieniami odnalazłam prawdziwe powody dla okazywania wdzięczności. W tym właśnie klucz. Parapsychiczne pozdrowienie może dostarczyć bólu na poziomie fizycznym, umysłowym, czy emocjonalnym. Niesie jednak ze sobą i błogosławieństwa.

Nie chcę przez to powiedzieć, że parapsychiczne pozdrowienie nie jest niczym alarmującym. Z pewnością jest. Towarzyszyć może mu ogromny ból i duża doza cierpienia, które mogą przybrać różną formę. Pragnę tylko powiedzieć, że nie ma się czego bać.

(…)

Wszyscy ci pozorni atakujący są częściami nas samych. Przedstawiając to w pewien głęboki i zarazem pomocny sposób, możemy stwierdzić, że parapsychiczne pozdrowienie jest atakiem na jaźń [dokonanym] przez część tej jaźni. Owa część jest fragmentem naszej ciemnej strony lub cienia, używając jungowskiego określenia, i należy ją pokochać, zaakceptować i ponownie połączyć z jasną stroną, aby stworzyć wielowymiarowe i pełnowartościowe Ja.

(…)

Parapsychiczne pozdrowienie może mieć miejsce zarówno podczas snu, jak i w stanie aktywnej świadomości. Typową porą dla tego rodzaju koszmarnych snów jest godzina trzecia lub czwarta nad ranem (podobnie jak pora odbierania przekazów channelingowych w ogóle – przyp. tłum.). Podobną sytuację, przebudzenia się w nocy z uczuciem bycia zaatakowanym lub nękanym przez koszmar, może spowodować inicjacja. W większości przypadków, takie nocne doświadczenia są oznaką inicjacji, a nie parapsychicznego pozdrowienia. Gdy spotka nas coś takiego, to bez względu na to, czy jest to parapsychiczne pozdrowienie czy część doświadczenia inicjacyjnego, możemy podejść do tego w ten sam sposób. Modlitwy i afirmacje wdzięczności za wszelkie otrzymane błogosławieństwa pozwalają uspokoić i skupić umysł. Mogę polecić książkę pt. Psychic Self Defense której autorem jest Dion Fortune, gdzie znajdziecie więcej szczegółowych informacji na temat tego jak radzić sobie z parapsychicznmi pozdrowieniami.

(…)

W każdym razie, kluczem w radzeniu sobie z pozdrowieniami parapsychicznymi jest skupienie się na jedności swojego ja z wszystkim co istnieje, włączając w to istotę, która próbuje „atakować”, oraz wejście w stan miłości i współczucia. Q’uo mówią:

Gdy jest się atakowanym rzeczą naturalną jest obrona, jednak w przypadku parapsychicznego pozdrowienia obrona tylko przedłuża atak.”

Rada ta, jak sądzę, ma mniej więcej taki sens jak napomnienie Jezusa, aby „nie opierać się złu”.

„Dla istoty podążającej ścieżką służenia innym ważne jest, aby przez cały czas próbować dostrzegać Stwórcę we wszystkich istotach, wyrażać wdzięczność za światło Stwórcy, które istnieje we wszystkim, poszukiwać i odnajdywać tego Stwórcę w każdym, a w stanach medytacyjnych ofiarowywać płynącą z serca miłość wszystkim, którzy wysyłają pozdrowienia bądź atakują, a następnie, otoczyć siebie miłością i światłem nieskończonego Stwórcy.”

(…)

Słowo na temat inicjacji: podobnie jak wiele określeń nawiązujących do życia wewnętrznego i duchowych poszukiwań, inicjacja jest słowem nie do końca jasnym. Odpuszczę sobie zatem próbę jakiegoś ścisłego definiowania tych wszystkich przypadków testowania i prób jakie otrzymujemy jako dary od ducha. Inicjacja ma miejsce w momencie, gdy ktoś wiele się już nauczył. Doświadczamy tego katalizatora i związanych z nim reakcji, próbując polaryzować w którąś stronę, aby uczynić jakiś postęp jako poszukiwacz prawdy, który sam poznaje. [Nasza] wiedza pragnie spiralnym ruchem pójść do przodu, a my czujemy się gotowi. W takim krytycznym momencie, często będzie nas czekać jakieś prawdziwe wewnętrzne wyzwanie, a wraz z nim przerażające koszmary, dziwaczne wizje, przerywane sny czy ogólnie fatalna duchowa kondycja. Sądzę, że są to chwile, gdy duchowa część naszego ja chce się upewnić, czy dobrze już przyswoiliśmy zdobytą wiedzę. Dlatego też, z takimi doświadczeniami dobrze jest sobie radzić w prosty sposób, kultywując sposób życia, w który wierzymy.

Tłumaczenie: https://przenikanie.wordpress.com

Książkę można przeczytać na stronie LL Research:

http://llresearch.org/library/a_wanderers_handbook_pdf/a_wanderers_handbook.pdf

Głodówka roz-świetlająco-równoważąca..

Głodówka roz-świetlająco-równoważąca..

1 dzieñ – 11.12.13

Ta myśl przychodzi automatycznie. Nie wytrzymam w tym ciężkim, okrutnym, absurdalnym świecie ani chwili dłużej. Niestety, mój system przekonań nie pozwala mi na opuszczenie tej rzeczywistości, więc pozostaje mi odłączyć jak najwięcej fizycznych dopływów. Już kilka razy w tym życiu, żeby nie zwariować, musiałem zaprzestawać jedzenia. Jedzenie, przynajmniej mi, po prostu nie służy. Prawie zawsze przed posiłkiem czuję się lepiej niż po. Przyjemny jest tylko sam moment delektowania się smakiem, w tu i teraz. Później z reguły płacę cenę spadku energii i nastroju.

Ale dzisiaj mam już totalnie dość tej fizyczności, czuję wstręt do fizycznego jedzenia, wybitnie wyczerpującej fizycznej rzeczywistości, w której aby wykonać jedną najdrobniejszą czynność trzeba zrobić dziesięć innych, wreszczcie niesmak na myśl o swoim fizycznym ciele, które w lustrze może i wygląda dobrze, ale w praktyce to prawdziwe G, o które trzeba się nieustannie troszczyć.

Do godzin późnopopołudniowych utrzymuje się duży pulsujący ból głowy bo zyskujące wolność toksyny właśnie tam uderzają. Poza tym ból głowy obserwuję nawet po wypiciu wody. Głodu w zasadzie nie czuję, ponieważ, jak wspomniałem, i tak mam dziś absolutny wstręt do fizyczności. Wciągu dnia niewiele wypiłem, może litr wody, za to cały czas w wirze zajęć, głównie manualnych, w ‘tu i teraz’.

Jak zazwyczaj w czasie niejedzenia, emocje uśpione niczym u kosmicznego brata Szaraka, życzliwość dla otoczenia też podciągnięta o pół tonu, cierpliwość i tolerancja, np. na krzyki czy zwariowane pomysły dzieci na poziomie przyzwoitego upojenia. Ciemna strona człowieka, przynajmniej u mnie, nie lubi atakować na/w pusty żołądek.. W ‚dobrym jedzonku’ zazwyczaj najbardziej rozsmakowują się najprostsze części naszej istoty, więc gdy nie jem, zazwyczaj do mnie ‚nie zaglądają’.

Nieca zwiększona percepcja ‘szumów energetycznych’, intelekt jakby przytępiony, ale może to przez wszechogarniającą senność i znużenie. Poza tym odczucie zimna, raz przez niejedzenie, dwa grypę w pełnym rozkwicie, tak więc mimo subtropików zakładam ciepłą bluzę.

Sumując: przez cały dzień odczucie pełniejszego wykorzystania czasu (więcej), poszerzona tolerancja na absurdalne ograniczenia fizyczności, wyciszenie emocjonalne, lekko poszerzona wielofazowa percepcja.

2 dzieñ- 12.12.13

Wita mnie dobry nastrój, fizycznie zawsze chciałbym się tak czuć.

Cały czas jestem w fizycznym ruchu, czasami bardzo intensywnym i wymagającym wysiłku. To bardzo ważne w czasie głodówki: gdy ciało jest w ciągłym ruchu jest ‚jak nakręcone’, nie wydaje się tracić żadnych witalnych sił wskutek braku dopływu fizycznego pokarmu. Za dzień lub dwa i tak nastąpi ‚większy przeskok’, gdy zdam sobię sprawę z tego że energię czerpię z innego źródła, skoro TYLE jej mam. Poza tym, dla tych którzy robią pierwszą głodówkę w życiu – bycie w ruchu pomaga nie myśleć o jedzeniu, poza tym jest zachowany lepszy przepływ energii, wraz z szybszy krążeniem krwi. Dobrze jest tylko częściej popijać wodę, np. kilka łyków co 15 minut.

Po południu przychodzą tak duże bóle głowy, że jednak, mimo obrzydzenia, decyduję się na zrobienie małej hydro-colono-sesji. W sumie nie małej bo trzykrotnej. Niestety, nawet gdy człowiek popija już tylko krystaliczną wodę, w jego wnętrzu zalega ogromna ilość ciemnej, brązowej, cuchnącej materii. W trakcie głodówki organizm, gdy skończy mu się pokarm w żołądku najpierw sięga do zapasu w tkance tłuszczowej, potem zaczyna ‚zjadać’ niepotrzebne ustrojstwa typu drobnoustroje, wrzody, a nawet komórki rakowe, ale również zaczyna jeszcze intensywniej wchłaniać z jelit, a w jelitach wiadomo co się znajduje (tym samym, toksyny z tego wchłaniania powodują ból głowy). Więc aby uniknąć tego przykrego bólu a ponadto, uczucia osłabienia, dobrze jest oczyścić się z tego, co i tak nie kojarzy się za bardzo z wielowymiarową, świetlistą istotą ludzką.. Ja, w trakcie głodówki robię to co drugi dzień, niektórzy codziennie.

Kilka razy w ciągu tego dnia odczuwam lekką frustrację lub złość, co prowokuje myśl; ‚hej, czy jesz czy nie, i tak się złościsz, więc możesz równie dobrze darować sobie tę głodówkę i przejść na picie soku pomarańczowego’. Hmm, pyszna sugestia. Wokół tyle drzew obwieszonych pomarańczami, a ja w dodatku wyciskam dzieciom z nich soczki, poza tym robię domownikom kanapki czy pysznie pachnące i wyglądające obiadki:)

Późnym wieczorem nie wytrzymuję i popijam małymi łyczkami sok pomarańczowy, razem może niecałą szklankę. Po pięciu minutach już wiem, że to nie był dobry wybór. Wraca gąrączka (grypowa), łapie straszny ból gardła, mięśniobóle, a białka oczu, które jeszcze przed chwilą były białe jak śnieg teraz są purpurowe. W tym stanie, nie mam ochoty już nawet na wodę.

Ostatnie wyjście na dwór, wracam przez łąkę z drewnem do kominka. W pewnym momencie zaczynam zdawać sobię sprawę, że wyczuwam zapachy ziół i kwiatów, których nie powinno być tu o tej porze roku. Czuję duży zastrzyk radosnej energii. Teraz przypominam sobie, że podobnie było już w trakcie poprzednich okresów niejedzenia. ‚Wydłużają’ się zmysły, poszerza percepcja, szczególnie węchu i słuchu.

3 dzień – 13.12.13

Dzisiaj już prawie zapominam że nie jem, fizycznie jestem na wysokich obrotach. Jasne, że gdy przyrządzam pyszne rzeczy innym, to przy okazji delektuję się aromatami.. Czasami nachodzi ochota na ten lub inny rarytas w postaci płynnej, np. łyczek najlepszej oliwy, soku z kiszonych ogórków, czy soku ze świeżych cytrusów, albo wywaru z przyrządzanej akurat, cudnie kolorowej wegetariańskiej zupy. Natomiast same oliwki, pomidory, grzyby shitake, ziemniaki, buraczki, awokado, migdały itd wydają się już czyś jakby nie przeznaczonym do jedzenia, tak jak na codzień patrzę na przedmioty z drewna czy plastiku, ładne, ale żeby na nie popatrzeć lub dotknąć. Może tylko silniejsze emocje wzbudziła dziś we mnie chirimoya, gdy przygotowywałem z niej deser dla N., po prostu dla mnie to jeden z najcudowniejszych owoców na tej planecie.

Największe dzisiejsze re-odkrycie. Odżywianie eteryczne. Zaparzam kawę dla L. Odkręcam słoiczek, z przyzwyczajenia nachylam się nad nim aby podelektować się aromatem najlepszej arabiki.. i.. po kilku sekundach czuję jak jej energia wnika w moje ciało.. Jest srebrzysto-biała i najpierw dociera do czubka głowy, aby następnie, niczym strugami wodospadu, przetoczyć się przez całe moje ciało. Czuję przy tym rozkoszne dreszcze i ogromny przypływ energii. Nawet teraz gdy o tym piszę, odtwarzając te sceny, czuję tę samą energię. Jak wiosenny deszcz.. Wdycham jej aromat kolejny i kolejny raz, a za każdym razem doświadczenie tylko się pogłębia i jest coraz intensywniejsze. Biegnę do L. aby podzielić się tym ‚eterycznym doniesieniem’, ale ona tylko się uśmiecha i skromnie napomyka: ‚ale ja mam tak często..’ No tak, ja często muszę przez dwa tygodnie nie jeść, aby zacząć odczuwać to, co dla niej jest zupełnie naturalne.. Co ja bym kochana dał, aby choć przez jeden dzień móc być Tobą..

Eteryczne, czy jak kto woli praniczne odżywianie. W pewnym nieuświadomionym zakresie każdy robi to nieustannie. Najbardziej namacalnym przykładem jest osoba, która gotuje obiad, a następnie stwierdza, że już nie ma nawet na niego ochoty, bo… czuje się najedzona od samego gotowania.. Innym przykładem jest pobyt na łące pełnej kwiatów, na której możemy spędzić cały dzień bez uczucia głodu..

Wyostrza się zmysł smaku. Woda smakuje naprawdę krystalicznie, a każdy, nawet najmniejszy łyk to intensywne uczucie wpływającej energii.

Mniejsza potrzeba snu. Proces trawienia materii fizycznej trawi mnóstwo energii. Pamiętam słynne stwierdzenie, że ciało człowieka jest ‚chemiczną destylarnią’. Czym zatem jest gdy przestajemy wkładać do niego fizyczne przedmioty?

Destylarnią eteryczną? Czyli, że destylujemy światło??

images6b.jpg

 

 

Tym razem potrzebowałem 5 dni wytchnienia od jedzenia. Zaledwie 5 dni wystarczyło, aby powrócić do pełniejszej równowagi psychofizycznej i emocjonalnej. Również większego poczucia sensu w codzienności. To tak jak w powiedzeniu: „dajcie im wszystko, nie będą chcieli nic. zabierzcie im wszystko, znowu będą chcieli wszystko”.

kosmos duszy

to zapisek sprzed kilku lat, ale akurat na niego trafilem i wydal mi się ciekawy

Cosmos_by_Naviretlavprzy-Ziemny kosmita

albo szaMan – ten, co obcuje z ciszą.

Jest 9 wieczór, w nienajlepszej kondycji kładę się do łóżka razem z nagraniem hemi-sync „Sleeping thru the rain”. Mówi się, że jest łagodne jak rumianek i dobre dla dzieci, bo nie wprowadzą w „niechciane” stany świadomości. Dźwięki kołyszą, przynoszą ukojenie, wkrótce ciało-maszyna miarowo oddycha w fazie regenerującego snu, przed dłuższy jednak czas mam wrażenie „braku przestrzeni”, jakbym nie miał dokąd się udać, uwięziony gdzieś pomiędzy wnętrzem ciała a powierzchnią skóry.

Napar z kwiatu bzu wypity wcześniej wypływa gdzieś na powierzchnię świadomości – mam wrażenie, że jego esencja/energia podróżuje to tu to po fizycznym ciele, jakby rozjaśniając różne jego zakątki. Przychodzą na myśl szamani podróżujący na wywarach z różnych roślin, myślę nawet że powinienem o tym przypomnieć Livii, która zazwyczaj medytuje z samymi energiami lub aromatami roślin w swoim ziołowym ogrodzie. Ja wydaję od niej bardziej przy-Ziemi, a jakiś głos się we mnie śmieje: szaman to ten, kto zajmuje się ciszą, dlatego sza-man, człowiek od ciszy..

Przypominam sobie jak jeszcze w dzieciństwie w czasie gorączki zajmował moją uwagę ów dźwięczący szum „w uszach” i jak czasami wyprowadzał mnie na nocne wędrówki po korytarzach domu, na swoiste lunatykowanie poza ciałem. Tak, portal do nieskończoności, sygnał naprowadzający dostępny chyba każdemu człowiekowi, aby jak po nitce do kłębka mógł zawinąć do swojego Całkowitego Ja a może jakiejś jeszcze Wyższej (swojej) Istoty. Najprostszy, według mnie, sposób na przefazowanie do „bezpiecznego portu” w obrębie siebie.

Wyłączam przyjemne nagranie, układam na piersi ręce, rozchylam na boki uda, tak aby stopy mogły się połączyć spodami.. dla wygody, zmiany przepływu energii.. Szum.. Staram się go dobrze uchwycić, przybliżyć, choć wiem, że aby go pogłębić czy wzmocnić trzeba w niego „wejść”. Dostrajanie.. balansowanie.. fazowanie.. Co chwilę pojawia się jakiś obraz, za którym przez chwilkę podążam, dzięki temu wchodzę w głębszą fazę, wyskakuję z rozwijającej się sceny niczym z pociągu, znowu we własnym nurcie. Trochę jak surfer na fali, trochę jak kierowca starający się utrzymać tor jazdy jaki wyznacza droga. Z jednej strony jest to jakiś wysiłek, z drugiej co chwila puszczam kierownicę sprawdzając, czy da się już polecieć na „automatycznego pilota”.

Dźwięczą słowa w ‘głowie’: Kosmos Duszy, kosmos duszy.. Mimowolnie wypowiadam w myślach słowa: „pragnę eksplorować wyższe wymiary mojej własnej istoty”. Najpierw pojawiają się fioletowe pulsacje, po chwili obłoki świateł prowadzą do dawno nie oglądanego okna wyglądającego jak wyrwa o kształcie obłoku. Gdy się do niej zbliżam widzę, że jest granatowo-czarna, usiana złotymi gwiazdami. Balansuję na krawędzi tego okna, czując cichą euforię, jak wtedy gdy stoję lub wiszę nad przepaścią i buzia rozszerza mi się od rozrzedzonego powietrza w zachwycie połykając rozległą panoramę przestrzeni lekko poza czasem.. aaaaaaaaaaaaah…

Brama w bramie.. w bramie.. w bramie.. Membrana, mem-brama, brama(w) pamięci.. Kiedyś to „okno na bezczas” kojarzyło mi się ze słynną sceną z filmu Gwiezdne Wojny gdy kapitan Solo włączał hipernapęd.. a statyczne wcześniej gwiazdy zmieniały się w smugi światła, w momencie gdy statek „ciągnął skok” w nadprzestrzeń.. Teraz nadprzestrzeń mojej duszy.. przyciąga, a może nawet woła.. Wrócę tu.. na razie wystarczy świadomość, że mogę du totrzeć jak zechcę.. Czas wracać do siebie w 3d.. a tu 3.35 rano

o ciszy i innym doswiadczeniu poza 3d pisalem tez tu:

https://przenikanie.wordpress.com/2011/03/16/cisza-portal-do-nieskonczonosci/

Ciężko Ci? Może to ciężar światła 4 gęstości..?

Poniżej przedstawiam fragment przekazu channelingowego Q’uo* z 2010 12 25 (dotyczący powszechnego zmęczenia u ludzi w obecnych czasach) Dla ułatwienia, wersja polska i angielska.

Jako autor tego tłumaczenia niekoniecznie zgadzam się z wszystkimi informacjami , jednak uważam że są interesujące.

Questioner: Q’uo, not only I but numerous people I’ve talked to, especially among the spiritual seekers, have talked about feeling very tired, very drained on all levels lately and [experiencing] an increasing, growing sense of weariness and exhaustion. I’ve wondered if that had anything to do with the coming harvest and the shifting energies.

Pytający: Q’uo, nie tylko ja, ale wiele osób z którymi ostatnio rozmawiałam, zwłaszcza duchowych poszukiwaczy, mówiło mi że czują się bardzo zmęczeni, wycieńczeni na wszystkich poziomach i doświadczają wzmożonego, wrastającego uczucia znużenia i wyczerpania. Zastanawiałam się, czy ma to coś wspólnego ze zbliżającym się zbiorem (zakończenie obecnego 75,000-letniego cyklu 3 gęstości) oraz zmieniającymi się energiami.

We are those of Q’uo, and are aware of your query, my sister. My sister, the weariness which spiritual seekers feel at this time is indeed an artifact of the changing energy at the waning of light in third density and the dawning of light in fourth density. Fourth-density light more and more interpenetrates third-density light and, as we said in response to an earlier query, this light is loaded with information. It is the light of love and understanding and the burden of information that it carries is heavy. It carries more truth than third-density light. It carries more truth than third density can use comfortably. This means that those who are already awake and already seeking are now seeking under more of a strain than they might have, say, thirty or forty years ago even, and certainly more than one hundred or two hundred years ago.

Jesteśmy Q’uo, i rozumiemy twoje pytanie, siostro. Znużenie, jakie odczuwają duchowi poszukiwacze w obecnym czasie jest rzeczywiście efektem zmieniającej się energii, gdy słabnie światło w trzeciej gęstości, a budzi się światło w czwartej. Światło czwartej gęstości coraz mocniej przenika światło trzeciej gęstości, i, jak powiedzieliśmy w odpowiedzi na wcześniejsze pytanie, światło to niesie ładunek informacji. Jest to światło miłości i zrozumienia, a ciężar informacji jakie niesie jest wielki. Niesie ze sobą więcej prawdy niż światło trzeciej gęstości. Niesie więcej prawdy, niż trzecia gęstość jest w stanie wykorzystać. Oznacza to, że ci, którzy już się obudzili i poszukują, teraz poszukują pod większym obciążeniem, niż np. 30 czy 40 lat temu, a już z pewnością większym niż 100 czy 200 lat wstecz.

There are truths which are inconvenient for third-density entities to behold, largely having to do with the interconnectedness of all being and the unity of all being, so that the deeds done by another are the deeds done by the self. That which seems repugnant to the self, yet is done by another, somehow feels as though it has been done by the self. And this, my sister, is because there is a great deal of truth in the unity of all beings.

Istnieją prawdy, które są niewygodne dla istot trzeciej gęstości, głównie dotyczące wzajemnego połączenia między wszystkimi istotami oraz jedności wszystkich istot, tak więc to co uczyniła inna osoba odczuwa się tak jakby samemu się to uczyniło. To, co wydaje się nam odrażające, czynione jednak przez inną osobę, jest odczuwane, jakbyśmy to sami zrobili. A dzieje się tak, siostro, ponieważ w jedności wszystkich istot zawartej jest dużo prawdy.

There is no truth [to saying] that one entity is responsible for the choices of another. You are not guilty because someone else has committed murder. However, you are part of the tribe of humankind and you carry the burden of the behavior and the choices of humankind. It creates of the universe a hall of mirrors for the spiritual seeker on Planet Earth today, so that the seeker is bumping up against truth. And often that truth is not what one wants to see. It is not all tied up in a pretty bow. It is not all positive. It does not seem to be fair; that is, it does not seem to be beautiful or true or just or equitable. And yet you see all these things because you are being bombarded constantly by fourth-density light.

Nie ma prawdy w powiedzeniu, że jedna istota może być odpowiedzialna za wybory drugiej. Nie ponosicie winy, dlatego, że ktoś inny popełnił zbrodnię. Aczkolwiek, jesteście częścią gatunku ludzkiego i niesiecie ciężar zachowania i wyborów całej ludzkości. Duchowy poszukiwacz na Planecie Ziemia w dzisiejszych czasach znajduje się jakby w gabinecie luster, co chwila zderzając się z prawdą. I często, prawda ta nie jest tym, co chciałoby się zobaczyć. Nie wszystko jest przewiązane ładną wstążką. Nie wszystko jest pozytywne. Nie wydaje się sprawiedliwe; tzn. nie wydaje się piękne, prawdziwe, właściwe, czy słuszne. Mimo to, widzicie te rzeczy, ponieważ jesteście nieustannie bombardowani przez światło czwartej gęstości.

So, yes, there is every reason to feel more tired than usual, to be weary with the world’s heavy energies. And yet you came here to serve. This is the moment for which you sacrificed so much. Now you are here. Now you are on the ground. Now you are in the midst of the fire, and it certainly is wearying. Yet comfort yourself with the knowledge that you did not come here to fix things. You came here to love things—to love yourself and to love those around you, to love all of the tribe of humankind and, above all, to love the Creator.

Tak więc, z całą pewnością możecie czuć się bardziej zmęczeni niż zazwyczaj, znużeni ciężkimi energiami tego świata. A jednak przybyliście tu, aby służyć. To jest chwila dla której tak dużo poświęciliście. Teraz jesteście tutaj. Chodzicie po tej ziemi. Znajdujecie się w morzu ognia, a to z pewnością jest wyczerpujące. Pocieszcie się jednak myślą, że nie przybyliście tu aby naprawiać rzeczy. Przybyliście tu, aby kochać – kochać siebie oraz tych którzy was otaczają, kochać cały gatunek ludzki, oraz, nade wszystko, kochać Stwórcę. (nie mogę pominąć tych 4 ostatnich słów, choć ze mną zupełnie nie rezonują – przyp. tłum.)

Therefore, it’s all right to feel weary. One feels weary at sundown. And it is truly sundown for your planet and your people. At the end of this incarnation, each of you shall walk the steps of light. This is your last incarnation upon this particular planet in this particular environment. Consequently, rejoice in your time, however wearying it may seem. You are in the place you sacrificed comfort and family and the remembrance of how things truly are, [so that you could] serve and to learn. And you are serving, my sister and you are learning. And so are all of those who seek at this time.

Dlatego, nie ma w tym nic nieprawidłowego, że jesteście zmęczeni. Można się czuć zmęczonym o zachodzie słońca. A jest to prawdziwy zmierzch dla waszej planety oraz ludzi. Pod koniec tej inkarnacji, każdy z was podąży schodami światła. To wasza ostatnia inkarnacja na tej właśnie planecie, w tym konkretnym środowisku. Dlatego, cieszcie się każdą chwilą, jakkolwiek męczące może się to wydawać. Aby być w tym miejscu poświęciliście swoją wygodę i rodzinę, a także pamięć o tym, jak naprawdę wszystko wygląda, po to, byście mogli służyć i uczyć się. I służycie, oraz uczycie się, moja siostro, podobnie wszyscy ci, którzy poszukują w tym właśnie czasie.

May we answer you further? We are those of Q’uo.

Questioner: I would just ask that as the harvest comes to pass in the next coming years and the Earth is completely in fourth-density light, will there be a chance of seeing this tiredness lifting, or is it likely something that will endure to the end of the incarnation?

Pytający: Chciałam tylko zapytać, jako że w nadchodzących latach ma mieć miejsce zbiór, a Ziemia będzie w pełni zanurzona w świetle czwartej gęstości, to czy może jest szansa, że to zmęczenie w końcu ustąpi, czy raczej będzie dawało się nam we znaki aż do końca tej inkarnacji?

Carla: Jim, would you repeat that?

Jim: She’s asking if this tiredness that she’s feeling is something that will endure to the end of the incarnation.

(Carla channeling)

We are those of Q’uo, and are aware of your query, my sister, thanks to the one known as Jim who enabled this instrument’s ears to work.

My sister, you will find this weariness to be not only permanent but that which builds upon itself. It is not too much to carry, but it is a weariness that cannot be completely renewed to lack of weariness by sleep or rest. It is an incarnational situation. Consequently, we encourage you to learn to manage it, to manage your energy so that when you spend your energy, it is spent well. There are always strategies when one has a physical disability, for instance, where one changes one’s habits in order to get the most done with the least physical movement. The same holds true for the inner world.

Moja siostro, wspomniane zmęczenia nie tylko utrzyma się na tym samym poziomie, ale jeszcze wzrośnie. Nie będzie to jakieś przesadne obciążenie, nie mniej jednak tego rodzaju znużenia nie można się pozbyć regenerując się w czasie snu czy odpoczynku. Jest to sytuacja reinkarnacyjna. Co za tym idzie, zachęcamy was do tego, abyście nauczyli się z tym sobie radzić, gospodarować swoją energią tak, aby była dobrze wydatkowana. Przykładem mogą być osoby z upośledzoną zdolnością ruchową, kiedy zmieniają swoje nawyki, starając się robić wszystko przy jak najmniejszej ilości fizycznych ruchów. Ta samo odnosi się do świata wewnętrznego.

Energy expenditure, especially when it is devoted to the energies of self-judgment, self-criticism and a lack of self-forgiveness, are energies that are unwisely spent. Once those energies are dedicated to self-judgment and related energies, those energies are no longer free to be used for love’s service. Consequently, although it may seem difficult to do at first, we encourage you at all times to come from a place of being self-forgiven, in full knowledge of your worth and with no tendency towards self criticism.

Energie, zwłaszcza zużywane na osądzanie siebie, autokrytykę czy brak przebaczenia sobie, są energiami wydatkowanymi niemądrze. Gdy te energie są poświęcane na osądzanie siebie lub podobne działania, nie można ich wtedy użyć w służbie miłości. Dlatego też, mimo że na początku może się to wydawać trudne, zachęcamy was, abyście w każdej sytuacji przyjmowali postawę samowybaczenia, w pełni świadomi swoje wartości i bez inklinacji w stronę samokrytyki.

It is not that we would suggest that you stop noticing when you make errors. Self-perceived errors are helpful and mistakes are the way people learn, whatever their field of study. However, it is useless to become angry at the self because one has added two and two and gotten five. It is only necessary to note down that two and two equal four and to move from that premise in the future.

Nie oznacza to, że sugerujemy wam abyście przestali dostrzegać swoje błędy. Postrzeganie własnych błędów jest pomocne, gdyż w ten sposób ludzie się uczą, bez względu na to, czym się zajmują. Jednakże, bezcelowe jest wpadanie w złość na siebie, dlatego że dodaliśmy dwa plus dwa i otrzymaliśmy pięć. Koniecznie tylko trzeba odnotować że dwa plus dwa równa się cztery, abyśmy mogli wyjść z tego założenia w przyszłości.

The energy expenditures that you are called to are those of love. That is why you came and that is why you remain. You are not yet done loving this planet and its people. Consequently, waste no time in judgment on yourself or on others but only spend your energy on the inner planes for those purposes of dedicating all that you are and all that you have to the service of the one Creator; to being that entity of love that you intended to be when you chose to come here.

Wydatki energii, które was wzywają, są związane z miłością. Dlatego tu przybyliście i dlatego tu ciągle jesteście. Nie skończyliście jeszcze swojej misji pokochania tej planety i ludzi na niej żyjących. Tak więc, nie traćcie czasu na osądzanie siebie czy innych, a zamiast tego spożytkujcie swoją energię na wewnętrznych poziomach, poświęcając wszystko czym jesteście i wszystko co macie w służbie jedynego Stwórcy; będąc istotą miłości, którą zamierzaliście być, gdy zdecydowaliście się tu przybyć.

dlaczego patrzysz na mnie a nie na siebie..

jestem twoim lustrem, choc jeszcze o tym nie wiesz

czasami nie mozesz spojrzec na siebie bezposrednio, zwlaszcza na swoje ‚ciemne aspekty’
nie mozesz bo moglbys stracic swoja self-esteem, poczucie wlasnej wartosci
bo w tym systemie za dobre sie wynagradza a za zle karze
wiekszosc ludzi lubi cie gdy sie usmiechasz, niewielu gdy placzesz, prawie nikt gdy sie zloscisz
dlatego potrzebny ci drugi czlowiek u ktorego bedziesz mogl dostrzec swoje brzydkie rzeczy (zachowania, struktury emocjonalne, czyny, slowa, a moze i mysli)
gdybys zauwazyl je u siebie, moglbys pomyslec ze jestes zlym czlowiekiem
i wtedy zaczalbys tworzyc negatywne mysli i wzorce, ktore wywolalyby nie tylko krytyke innych, ale moze i przyciagnelyby negatywne istoty energetyczne,
wiec absolutnie nie mozesz zajmowac sie swoja ‚ciemna strona’
najpierw mozesz byc zszokowany patrzac jak sie przed toba obnazam
widzac mnie takim jakim mnie widzisz

mozesz doswiadczac roznych emocji: zgorszenia, wzburzenia, smutku, smiechu, wspolczucia..

o wiele trudniej byloby ci doswiadczac pelnego spektrum tych emocji gdyby przedmiotem twoich ogledzin byla twoja wlasna osoba – oceniajac i doswiadczajac MNIE mozesz puscic na luz

po chwili zaczynasz dochodzic do wniosku, ze nic co ludzkie nie jest ci obce

snujesz mnostwo przypuszczen co do takich a nie innych powodow moich ‚ciemnych rzeczy’

drazysz glebiej i glebiej, za pomoca swojego logicznego umyslu, ale i wyobrazni, oraz glebokiej pamieci..

byc moze tego nie wiesz, ale wlasnie pracujesz z SOBA, ze swoja strefa zakazana

ja jestem dla ciebie tylko filtrem, urzadzeniem naprowadzajacym..
inspiruje cie do poszukiwan, doswiadczania emocji, zrozumienia i.. puszczania wolno..

w tym ziemskim systemie inaczej sie czesto nie da

ten system nagradza tylko pozytywne myslenie,

dlatego wyposazono nas w podswiadomosc – odkurzacz ktory zasysa prawie wszystkie moje negatywne mysli, ktore snuje o sobie samym

inaczej moja logiczna swiadomosc rozwalilaby mnie na kawalki i czulbym sie jak ostatni smiec..
dlatego mamy tyle luster dookola, ludzkich luster
moge w nie patrzec i w niebezposredni sposob doswiadczac i uzdrawiac siebie

odnajduje w nich to co trudne i ciezkie nosze w sobie,

przezywam deszcz emocji

szybko albo powoli dochodze do zrozumienia

i.. rozpuszczam, uwalniam toksyczne paradoksy

oraz/lub integruje swoje dawno zapomniane czesci

w ten sposob udaje mi sie przetrwac, utrzymac rownowage

ps. ludzkie lustra byc moze dobrze oddaje fraza in ‚lak’ech hala ken’

below the english version, rather simplistic in style but hopefully conveying the meaning better than google/bing translators

why you look at me and not at yourself

i am your mirror, even if you are not aware of it now
sometimes you cannot look at yourself directly, especially at your own ‚dark aspects’
you cannot because you could loose your self-esteem, your sense of being a valuble person
because in this social system good things are valued and for bad things you get punished
most of people really like you when you smile, only a few when you cry, almost nobody when you get angry

that is why you need another person, in whom you can perceive your own ‚nasty things’

(behaviors, emotions, deeds, words, and maybe even thoughts)
if you observed them in yourself, you might think you were an evil person
so you would start creating negative thoughts and patterns, that would cause not only criticism from others, but may also attract some negative beings from other dimensions
so you cannot, by no means, deal with your ‚dark side’ directly
at first you can be shocked watching as i am stripping of my bad aspects in front of you,
seeing me as you are able to see

you can exprience different emotions: outrage, agitation,sadness, laughter, compassion..

but it might be much more difficult for you to experience this full spectrum of such emotions if you yourself were the subject of the scrutiny – judging and experiencing ME you can simply chill out

after a moment you may come to a conclusion that ‚nothing that is human is alien to you’

you are making lots of conjectures as to such or such reasons for my ‚dark things’

delving deeper and deeper, using your logical mind, but imagination too, and your deep memory…

you are maybe not aware, but you are just working with YOURSELF, with your forbidden zone

i am only kind of a filter, homing-on device
i inspire you to do the research, to experience emotions, realization and.. to letting it go..

in this earthly system it is often the only way you can do it

this system awards positive thinking

that is why we are equipped with subconsciousness – vaccum cleaner that sucks in almost all my negative thoughts i make about myself

otherwise my logical self would smashed me up into pieces causing to feel like worst piece of shit

that’s why we have so many mirrors all around, the human mirrors

i can stare at them and in indirect way experience and heal MYSELF

i am here to reflect your own parts or selves, and because you stare at me so intently it is obvious something from deep inside of you was touched, moved and it wants to get outside of you..

so keep watching in mirror called mr P or ms J, anything that catches YOUR attention
so, in short about mirrors and ways they can help me:

i can find in them those hard and difficults things/beliefs i carry deep inside of me

then i usually experience shower of various emotions

still then i reach, fast or slow, a realization

and.. i dissolve, release toxic paradoxes, at least to some extent

and/or integrate my long-forgotten parts

thus, i am able to survive, to keep myself in balance
ps. human mirrors are perhaps well reflected in ‚in lak’ech hala ken’ phrase

Ziemski dramat..?

Na Ziemi struktury społeczne są w większości negatywne.

Dlatego więcej ludzi poszukuje światła, wolności i miłości.

Hemi-Sync

Hej. Nie wyrabiasz już w tej rzeczywistości? To może spróbuj tego.

Na stronie Instytutu Monroe można zapoznać się z nagraniami, które mogą pomóc Tobie wyjść poza ograniczony świat materii.  Poza świat bólu i cierpienia. Chociaż na pół godziny, trochę wytchnienia od tej twardej rzeczywistości potrzebuje chyba każdy. Jeśli tylko zechcesz, prawie na pewno wejdziesz w jakiś odmienny stan świadomości. Zawsze to jakaś alternatywa dla alkoholu, narkotyków, środków antydepresyjnych i przeciwlękowych, czy przeciwbólowych. Sam nieraz stosowałem te nagrania, gdy ból fizyczny, psychiczny lub emocjonalny w normalnym stanie świadomości wydawał się nie do zniesienia. Oczywiście, stan medytacji, wyciszenie, relaks, możliwość zgłębiania swoich innych wcieleń, to też są sfery, w których nagrania Instytutu monroe mogą być pomocne. Nie będę się tutaj rozpisywać o tym jak to działa, zachęcam raczej do założenia słuchawek, stworzenia sobie fajnej, intymnej atmosfery i.. przekonania się samemu.. jak to działa..

(pow. moje ulubione nagrania dźwiękowe, bez głosu prowadz.)

Poniżej link do nagrania w nowej technologii SAM. Akurat jest to medytacja pt. Forgiveness (Przebaczenie) z głosem Petera Russela w tle, jednak technologie dźwiękowe stosowane w Instytucie Monroe działają niezależnie czy rozumiemy język lub czy wsłuchamy się w czyjś głos. Niektóre osoby wręcz preferują nagrania z głosem prowadzącym niż same nagrania dźwiękowe, bo wtedy łatwiej im utrzymać swoją ‚normalną świadomość’ (zamiast odjechać w sen), z którą wchodzą do innych niefizycznych rzeczywistości, lub do ich szerszego doświadczania.

http://www.monroeinstitute.org/resources/downloads/cat/forgiveness-meditation (żeby ściągnąć utwór na komputer kliknij ‚download audio file’ prawym przyciskiem myszy i wybierz ‚zapisz jako’)

Poniżej link do nagrania hemi-sync Healing Journeys (Uzdrawiająca podróż), również z głosem prowadzącym:

http://www.monroeinstitute.org/resources/downloads/cat/healing-journeys  (tu podobnie, żeby ściągnąć utwór na komputer kliknij ‚download audio file’ prawym przyciskiem myszy i wybierz ‚zapisz jako’)

A tutaj nagranie hemi-sync z legendarnego 6-dniowego programu Instytutu, Gateway Experience (Doświadczenie otwarcia wrót) Szczególnie polecam ściągnięcie tego pierwszego, pt. Open Exercise, z głosem R. Monroe.

http://www.monroeinstitute.org/resources/downloads/cat/gateway-voyage1

 

W tych nagraniach jest dużo różnych szumów, które są tam celowo, więc sprawdźcie czy przez przypadek w waszym sprzęcie nie jest włączony jakiś system redukcji szumów np. typu Dolby. Aha, te nagrania zawierają, wg. Instytutu Monroe, tylko dźwięki słyszalne dla ucha ludzkiego, nie ma w nich żadnych dźwięków podprogowych.

 

ps. ze strony instytutu można odpłatnie ściągnąć wiele innych nagrań: http://www.monroeinstitute.org/catalog/audio-downloads

Moja ciemna strona. Kocham Ją.

pozbieraj się, zanim ruszysz w drogę..

spakuj swoje rzeczy, zanim wyruszysz w dalszą podróż..

zintegruj siebie..

Mroki świadomości, czyli wyparte doświadczenia, sceny z życia, oraz całe wcielenia.

Każdy z nas pragnie myśleć o sobie dobrze, wierzyć, że nasz własny sposób myślenia jest właściwy, że postępujemy tak dobrze jak tylko jesteśmy w stanie, że dokonujemy najlepszych wyborów z możliwych.

Siłą rzeczy musimy myśleć o sobie pozytywnie, ponieważ kultura w której żyjemy nagradza właśnie za dobre postępowanie, a my chcemy być w niej akceptowani.

Z kolei nasz usystematyzowany przez kulturę oraz nas samych system przekonań pozwala nam czerpać siłę właśnie z faktu, że postępujemy tak jak należy, czyli sensownie i racjo-nalnie, czyli że mamy całkowitą rację lub przynajmniej nasze życiowe strategie nie są jej pozbawione.

No tak, każdy ma rację. Jak to kiedyś dobitnie ujął główny bohater filmu Brudny Harry, „każdy ma swoją rację, podobnie jak dziurę w …”.

I tutaj zaczyna się dylemat, któremu na imię życie w społeczeństwie. No bo jak pogodzić tak wiele, często tak różnych racji? Wynalezienie słowa tolerancja nie rozwiązało sprawy, gdyż w przypadku spornych różnic, które nasz logiczny umysł traktuje jako oczywiste, do gry przystępują emocje, które napędzane wspomnieniami z całego życia, w jednej chwili potrafią sprowadzić nas do parteru. Idea kompromisu przypomina nam wtedy pozbawienie nas podstawowych praw.

Gniew, złość czy wstręt potrafią być tak irracjonalne i natrętne, że często paraliżują nasz harmonijny sposób postrzegania świata na długie godziny, a nawet i dni. A że jedna z głównych zasad funkcjonowania tego świata brzmi: „podobne przyciąga podobne”, stopniowo nasze pełne emocji myśli wchodzą w rezonans z innymi, o podobnym charakterze, przebiegu czy wibracji i tak właśnie możemy wejść w osobisty „front niżowy”, który może się utrzymywać przez jakiś czas w naszym codziennym życiu (depresja).

Mroki. Ciemności. Cienie. Sprawy do których nie chcemy wracać. Osoby, które chcielibyśmy wytrzeć z naszej pamięci. Błędy, których świadomość nie pozwala nam o sobie dobrze myśleć. Doświadczenia, które były tak bolesne, że j u ż o nich nie pamiętamy. (CIEMNOŚĆ – czy wszystko się z niej wyłania?)

6

Co jednak zrobić gdy z głębi duszy wyłaniają się mroczne widma i nie dają nam spokoju? Nagle, niemal bez powodu, zaczynam odczuwać złość do swojej matki, i mimo że już jestem dorosły a nasze wzajemne stosunki wydają się całkiem harmonijne, w pamięci jako żywo stają mi wszystkie obrazy, w których moje skądinąd logiczne ego oskarżającym palcem wytyka jej wszystkie błędy wychowawcze, a które teraz powtarzam w relacji ze swoimi dziećmi, co jeszcze zwiększa moją irytację. A już myślałem, że mam to za sobą. Dawno wybaczyłem swojej mamie, zwłaszcza gdy sam zacząłem doświadczać trudów związanych z budowaniem pełnych miłości więzi ze swoimi dziećmi. A jednak mójj gniew w stosunku do niej się tylko nasila. Dlaczego? Logicznie rzecz biorąc, „wszystko” zrozumiałem, i w związku z tym powinienem odczuwać satysfakcjonujący spokój, jednak emocje… unoszą się niczym tłuste plamy ropy na wodzie i za nic nie chcą się w niej rozpuścić. Problem z dnia na dzień się coraz bardziej zaognia. (KOSZMARY POWRACAJĄ – OZNAKA OŚWIECENIA?)

Natarczywe myśli przenikają każdą chwilę spokoju, masz problemy z zaśnięciem, a wysoki poziom poirytowania i złości, już teraz niemal na „cały świat”, najsilniej odczuwasz w godzinach dopołudniowych. W końcu masz już wszystkiego dość i proponujesz partnerowi jakiś wyjazd, aby o tym „zapomnieć”, przenieść punkt skupienia na coś innego, oderwać się od natrętnych myśli o matce; ewentualnie rzucasz się w wir zajęć w ogrodzie, które zmęczą cię fizycznie i dzięki temu wyzwolisz gromadzące się w komórkach toksyny. Ale czy taka ucieczka, a więc wyparcie, celowa izolacja, jest dla ciebie dobre? Pewnie zależy z jakiej perspektywy na to spojrzeć. Coś co jest wytchnieniem dla umysłu i ciała, może wywołać lekko zawiedzione westchnienie i tak bardzo cierpliwej duszy… (CZY MOŻNA UCIEC PRZED MROKIEM? I CZY WARTO? I JAK DŁUGO MOŻNA)

Bo ona wie, że mrok stanowi niezastąpione tło dla światła. Bez niego światło byłoby niczym..

Ale nie tylko wzajemny kontrast jest dla tych przeciwstawnych pojęć taki ważny. Czasami idą na kompromis, a nawet podejmują współpracę… jako światłocienie… Świat nie jest czarno-biały, choć wtedy jest taki wyraźny, ale przecież my jesteśmy aktorami z dosyć subtelnymi rolami do odegrania, nieprawdaż? Życie wydaje się oczywiste dopóty, dopóki nie odkryjemy że składa się z paradoksów, które wykluczają się tylko pozornie… paradoksalnie. (BIEGUNOWOŚĆ – MATKA PARADOKSÓW)

Wróćmy do tych mrocznych części nas samych, które celowo lub nieświadomie zostały wyrzucone poza burty naszej tytanicznej pamięci. Brzydkie dzieci wyrzucone z kąpielą? Już ich nie kochamy? Nigdy już nie zaznają naszej ciepłej akceptacji? Powiedzmy, że to co zrobiliśmy kiedyś już się wydarzyło i nie możemy tego zmienić. A co możemy? Możemy spojrzeć na to z innej, nowej perspektywy. Bardziej wyrozumiałej, tolerancyjnej. Szerszej, głębszej, pełniejszej. Możemy zrozumieć, że wtedy, gdy staliśmy przed tamtym wyborem, podjęliśmy NAJLEPSZĄ w naszym mniemaniu decyzję. Bo taki jest człowiek. Zawsze stara się dokonać właściwego, lub przynajmniej najlepszego możliwego wyboru. Choć z perspektywy czasu, może mu się wydać, że postąpił niewłaściwie. Ale takie właśnie jest życie. (W „TERAZ” ZAWSZE STARAMY SIĘ DOKONAĆ NAJLEPSZEGO WYBORU)

Gdybym wiedział co będzie jutro, nie miałbym po co istnieć. Sens istnienia? A więc popełniamy błędy, które błędami nie były, gdy jeszcze były naszymi najlepszymi wyborami? Ale już po chwili świat nazwał je inaczej i oto stały się dla nas niewygodne, więc trzeba by tu gdzieś się ich pozbyć..

Ale czy jest takie miejsce, takie wysypisko niepotrzebnych doświadczeń? Z perspektywy umysłu to takie wygodne wyjście. Wyrzuć co niepotrzebne, uprzątnij swój umysł z niepotrzebnych „gratów”, daj sobie odpowiednią sugestię, poprzyj dobrą afirmacją, albo pójdź na seans regresyjny i każ wstawić „odpowiednią”, czytaj „pozytywną” wersję zdarzeń zamiast tej nieakceptowanej.

A jeśli każdy nasz czyn, najciszej wypowiedziane słowo, najbardziej niepozorna myśl, wszystkie one nie przestają nigdy istnieć? Co, jeśli, niczym śmiecie krążące po orbicie dookoła Ziemi, i one również gdzieś krążą, a my albo ich nie widzimy, albo staramy się nie czuć ich obecności? A co jeśli wszystkie one, przez to, iż są częścią NAS – lub chociażby naszym tworem – są nam z pewnych względów niezmiernie potrzebne? Może chodzi o odpowiedzialność za pozostawienie ich tam gdzie są, tak jak wtedy gdy wyrzucamy śmiecie jadąc samochodem, a może są dla nas cenne z jakichś nader praktycznych powodów, jak te wszystkie rzeczy, które mężczyźni lubią magazynować w garażach, bo „kiedyś mogą się przydać” i z reguły prędzej czy później tak właśnie jest. Co wtedy? Może warto po nie jednak sięgnąć? Przyjrzeć im się bliżej? Sprawdzić, czy aby nie przydadzą nam się do czegoś?

Nadal mówimy o tych „ciemnych, brzydkich” rzeczach, które sami stworzyliśmy. No i wreszcie argument mocno emocjonalny: jeśli powstały one w naszych głowach, sercach, ustach, czy w jakiś inny sposób ale w związku z nami, to czy nie są w pewnym sensie naszymi dziećmi? Tymi brzydkimi dziećmi, których czasami może nawet się wstydzimy, ale po chwili spoglądamy na nie już wzruszonym wzrokiem, który wyraża tyle miłości..

Złość, wstyd, zakłamanie, nienawiść, agresja, egoizm, negatywizm, brzydota to tylko niektóre z naszych aspektów do których nie chcemy się przyznać. To nie ja! Ja taki nie jestem! Ja tak nie wyglądam! Ja się tak nie zachowuję! Nawet jeśli intencje mieliśmy dobre, to po chwili czas „pomoże” nam zweryfikować doświadczenie i wydać ocenę, która może nam się nie spodobać. A o złych ocenach lepiej nie mówić.

A co jeśli te brzydkie, niechciane, śmierdzące twory naszego życia mają sens? A może i są nieprzypadkowe? I paradoksalnie, mogą być w przybliżeniu nie mniej warte niż każda z tych rzeczy, z których jesteśmy w swoim życiu tacy dumni?

Niemożliwe? A jeśli światło bez ciemności faktycznie byłoby niczym? Jeśli to właśnie mrok wyznacza jego granice, nadaje mu kształt, przydaje formy? Z jednej strony „więzi” i „ogranicza”, z drugiej „kreuje” i „wyznacza”.

Czy wszystko musi być aż takie relatywne? – ktoś może zapytać. Może raczej dopełniające – odpowiedziałaby jakaś inna osoba.

Z pewnością każdy człowiek jest sam w sobie odrębnym wszechświatem, pełnym złożonych systemów i procesów z sobie właściwym kodem dna, systemem przekonań i sposobem reagowania. Ale jest także częścią jakiejś większej całości – gatunku, społeczeństwa, kosmosu, Stwórcy.

Czy będąc częścią jakiejś większej całości, możemy sobie pozwolić na „wyrzucenie” niektórych naszych „osobistych” części? Czy nie zuboży to tej większej całości? Czy nie zrobimy w niej dziur? Czy przez to będzie „lepsza” bo pozbawiona części rzekomo negatywnych, czy może niekompletna, bo jednak były one składnikiem całej konstrukcji. Pamiętajmy, że nawet atomy są zbudowane z części naładowanych dodatnio i ujemnie.

No właśnie, równowaga. Wyobraź sobie huśtawkę dla dzieci typu dwa koniki. Jeżeli po jednej stronie umieścisz wszystko to co pozytywne a po drugiej nie będzie niczego dla przeciwwagi to czy zostanie zachowany balans?

Często mówiono nam, aby unikać mroku.

Z drugiej strony to właśnie ciemność zawsze wydawała się zazdrośnie skrywać wszelkie tajemnice.

highres_12215316

ps. na koniec mała dywagacja. W nawiązaniu do różnych przekazów czanelingowych, które mówią o ‚zanikaniu światła 3 gęstości’.

Właśnie, dlaczego przejściu w 4ty wymiar/gęstość miałyby towarzyszyć na przykład kataklizmy, czyli zdarzenia z natury traumatyczne? Może dlatego, że ludzie odwrócili się od swoich „ciemnych stron”, niemal zupełnie odcinając się od ich obecności. Dlatego to burzliwe przejście, pełne dramatycznych wydarzeń (walki o przetrwanie) mogłoby „pomóc” ludziom wejść w „niskie” stany emocjonalne/wibracji, przez co za pomocą fal rezonansu przyciągnęlibyśmy wiele doświadczeń, które wyparliśmy żyjąc w wygodnickich warunkach, gdzie mogliśmy sobie na takie „zapomnienie” pozwolić. Walcząc o przetrwanie, ponownie, mimo całej naszej wiary w swoją „doskonałość” (emocjonalną, duchową, etyczną itd.), odkrylibyśmy, że wcale aż tak daleko nie wyewoluowaliśmy, a raczej rozwinęliśmy bardziej tylko technologiczną strukturę i materię cywilizacji, która bądź co bądź nie doprowadziła nas do integracji, a zaoferowała nam luksus wyparcia negatywnych doświadczeń z życia.

Spojrzenie, a następnie ogarnięcie wszystkich aspektów siebie, tych pozytywnych i tych negatywnych, to powrót do całości. Choćby ‚tylko’ tej osobistej, czytaj: istotnej.

Przebudzenie.. czyli czego potrzebuję, aby nie zasnąć:)

(Już kiedyś ten post gościł na moim blogu.  Jednak miało miejsce dziwne wydarzenie i pewnego razu znikły wszystkie posty poruszające tematy trudniejsze, cięższe, ciemniejsze. Do teraz nie udało mi się tego ‚logicznie’ wyjaśnić’. Dwa lub trzy znikły na dobre, gdyż miałem je tylko na blogu.)

Co budzi najlepiej i nie pozwala zasnąć…? …może Nie-pokój..?

Od kilkunastu lat, a może nawet dłużej słyszę, że nadejdzie w przyszłości taki czas, gdy jedyne co będzie znaczyć, to informacja: dosłownie informacja będzie rządzić życiem ludzi. I chyba tak właśnie obecnie to wygląda: wystarczy zapodać w mediach, że zbliża się ten lub inny kryzys, a ludzie zaczynają odczuwać strach, angażując swoje umysły w strategie przetrwania.

Ale nie taki niepokój mam na myśli. Hmm, może na tym polega właśnie tzw. New World Order, na kontroli ludzi przy użyciu informacji, a nie konkretnych, r e a l n y c h działań. A jeszcze skuteczniej za pomocą d e z i n f o r m a c j i. Taka dezinformacja polega zazwyczaj na ukazaniu każdej możliwej ewentualności, zwłaszcza wszystkich ze sobą sprzecznych, aby na ekranie umysłu obserwatora powstała gęsta sieć krzyżujących się poszlak, które wystarczająco zamażą obraz. Bo p a r a d o k s a l n i e, wszystko się może zdarzyć. I człowiek drapie się po głowie, mrucząc pod nosem: „sam już nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi”. Jak w fizyce kwantowej. Co się w końcu stało z samolotem, którym leciał Lech Kaczyński? Błąd pilotów, sztuczna mgła, zamach Rosjan, spisek PO itd. itp.? A awaria w Fukushimie? Groźna dla całego świata, czy tylko Japończyków? A ptasia, świńska czy końska grypa? Poza mackami NWO są chyba tylko brazylijscy Indianie, przepasani sznurkiem na biodrach i biegający z dmuchawkami w środku dżungli.

A czy uwierzycie, że niektóre satelity poruszające się po ziemskiej orbicie monitorują emocje generowane przez skupiska ludzi, a nawet pojedyncze osoby? Efekt wizualny takiego monitoringu przypomina obraz w podczerwieni, ale z o wiele dokładniejszą i bardziej szczegółową skalą. Pokazuje ‘rządzącym’ jaką ta lub inna informacja, którą „puszczą w eter” potrafi wywołać u ludzi emocjonalną reakcję. Oczywiście, nie robią tego tylko dla zaspokojenia czystej ciekawości, lub jedynie ‘dla eksperymentu’, a w pewnym konkretnym celu. Podobnie jak każda część świni w rzeźni, która nie może się zmarnować i musi zostać wykorzystana, tak i z życiem człowieka: można, a w fizycznym ziemskim systemie wręcz wypada, wykorzystać każdy jego aspekt. Emocje istoty ludzkiej to cenny i poszukiwany towar, chyba pamiętacie co Robert Monroe pisał o luszu.

Jednym z naczelnych haseł, dla umęczonych życiem ludzi, które daje im jakieś pocieszenie lub nadzieję, jest: „wiedza/prawda cię wyzwoli”. Pomocny w tym ma być nam logicznie zestrojony umysł, porównujący i filtrujący informacje, nieustannie modelujący nasz „własny” system przekonań, dzięki któremu możemy czuć się bardziej pewni w tym świecie, czuć że mamy pod sobą jakiś stały grunt.. Dlatego każdy w coś wierzy, wierzy, bo przecież wiadomo, że w tym świecie wszystko jest subiektywnym odbiorem indywidualnej świadomości obserwatora. A wiara czyni cuda, m.in. ułatwia zasypianie, czyli w czym więcej rzeczy szczerze wierzymy, tym lepiej i mocniej śpimy..

Co jednak w tym świecie jest na tyle pewne, aby dać temu wiarę i spokojnie zasnąć? Weźmy choćby tzw. chanellingowe źródła informacji, w zestawieniu z informacjami typu mainstream, czy to będzie nauka, czy „solidne dziennikarstwo”. Np. sprawa tzw. „katastrofy tunguskiej”. Meteor, kometa, upadek ufo, czy testowanie tajnej broni przez N. Teslę? W obiegu są wszystkie opcje, co wskazuje raczej na klasyczną dezinformację, „ściemę”, ewentualnie „uszanowanie wolnej woli odbiorcy”, czyli niech każdy wybierze z talii tę kartę, która najbardziej mu się podoba. W końcu mamy Nową Erę, wszystko jest płynne, zmienne, zależne od percepcji, indywidualnej świadomości..

Zapoznając się z „przekazami” od różnych Aniołów i Archaniołów, Plejadian, Syrian, Majów, Sumerów, Hathorów, Andromedan, Ra, Enkiego/Ptaha, Jezusa, kolorowych Melchizedeków, Zeta Reticulli, Wingmakers, Ashayany, Kasjopejan, Strażników Ziemi, nieżyjących fizycznie Einsteina, Kopernika, Elvisa, Saint Germana czy Jana Pawła II, i wielu, naprawdę w i e l u innych (nie wspominając nawet o Salusach, Raelianach itd.), dochodzę w końcu do wniosku, że n i e w i e r z ę nikomu, a przynajmniej często znajduję „piękne paradoksy”. No, może tylko mojej Partnerce, bo i ona najprawdopodobniej nikomu nie wierzy. Rozstępuje się trwały grunt pod nogami, nie ma się czego uchwycić, nie można zasnąć, bo nie ma na czym spać.

Czy na tym właśnie polega p r z e b u d z e n i e? Aby zauważyć, że wszyscy dookoła kłamią, ewentualnie mniej lub bardziej świadomie rozmijają się z prawdą, która być może i tak nie miałaby szansy zaistnieć w jednej zgodnej wersji, biorąc pod uwagę indywidualne postrzeganie każdej z istot, wyjątkowy świat każdego z nas?

Ktoś mówił o Jedności..?

imagesii1

inny rodzaj uniesienia..

W jedym ze snów dzisiejszej nocy przedstawiłaś mi się jako Selenia, istota, której skóra świeciła srebrnym blaskiem. Być może ‚wykreowałem’ tę postać w śnie, ponieważ będąc w sąsiedniej sypialni jeszcze przed zaśnięciem co chwilę przychodziłaś mi na myśl.. twoja aksamitna biała skóra, no wiesz.. Jeszcze w tym samym śnie, a może w następnym, widziałem dwie istoty, mniej lub bardziej humanoidalne, choć raczej kształtem przypominające kule z dołączonymi cienkimi nóżkami i rączkami. To byliśmy my. Widziałem nasze ciała energetyczne, a ściślej białe, świetliste sieci ‚węwnątrz’ nas (eteryczne?), coś jak synapsy w mózgu tylko tutaj w całym ciele. W momencie gdy się do siebie zbliżyliśmy, poszczególne linie światła wychodziły poza obręb naszych ciał łącząc się ze sobą, tak jak na lekcji matematyki dzieci uczą się o zbiorach i częściach wspólnych. W sumie nic w tym nadzwyczajnego, nie raz widywaliśmy przecież takie energetyczne nici, np. podczas spotkań z drzewami..

Jednak nad ranem ta senna wizja nabrała dla mnie większego znaczenia. Tamto połączenie naszych energetycznych ‚siatek’ być może odzwierciedlało chwile meta-fizycznej ekstazy jakich często doświadczamy.

Być może to dla mnie miała być jakaś wskazówka, lub też tak to odebrałem po naszej niesamowitej wymianie tego poranka. Tym razem uniosłem się na twojej fali, gdy już osiągnęła swój najwyższy punkt.. ale zamiast szukać ekstazy z równoczesnym ‚uziemieniem..’ swojej energii, jak często, przekierowałem energię na poziom ośrodków energetycznych w rejonie głowy.. choć jak dobrze wiesz, nawet wtedy, w chwili największego uwolnienia energii, nie zawsze udaje mi się ją utrzymać w czysto energetycznym stanie.. teraz pozwoliłem, aby twoja ‚ekstatyczna sieć’ połączyła się z każdym możliwym moim miejscem, które może dostroić się do twojej energii i wtedy.. eksplodowałem.. we wszystkich możliwych kierunkach.. jednak bez potrzeby uziemiania swojej ekstatycznej energii, byłem na szczycie fali całym sobą, każdą komórką, każdą swoją i twoją wiązką energii.. Unosiłem się jak nadmuchany energiami obłok obok ciebie, przeżywają prawdziwą burzę energetycznych wstrząsów, jednak w kierunku ziemi nie poleciał nawet najmniejszy błysk, cały ładunek energii pozostał między dwoma obłokami..

161

Ciekawi Cię co masz w Głowie?

Mózg.

Miejsce wielu podziałów. Oczywiście można próbować zbagatelizować jego rolę i szukać szerszych odpowiedzi poza nim, w ciałach energetycznych, różnych warstwach czy poziomach świadomości. Jednak i tak go używamy, każdego dnia, więc..

images2

Bardzo ciekawe i mega zabawne video, przynajmniej dla mnie….

http://www.youtube.com/watch?v=dFs9WO2B8uI#t=127

😉

jeszcze kilka artykułów nt. funkcjonowania mózgu, zwłaszcza gdy mowa o różnicach w pracy półkuli leewj i prawej:

http://bama.ua.edu/~st497/pdf/rightorleftbrain.pdf

http://www.monroeinstitute.org/resources/brain-hemispheric-preference

a teraz czas na QUIZ. Jest wiele podobnych w Internecie, ale ten, mimo tylko tekstowej formy wydał mi się b. interesujący.

http://www.intelliscript.net/test_area/questionnaire/questionnaire.cgi

a propos, rezultat jaki mi wyszedł wskazuje na przewagę aktywności mojej prawej półkuli, mój wynik to: 4 pkt lewa / 13 pkt prawa

dla porównania wynik Livii Ether: 3 pkt lewa / 15 pkt prawa

haluleja1

Natomiast w zupełnie innym teście dominacji lewej lub prawej półkuli, uzyskałem rezultat 53% lewa, 43 % prawa. http://sommer-sommer.com/braintest

Co ciekawe, osoba która mi zaproponowala zrobienie tego krotkiego testu, chyba dla zabawy, odnotowała wcześnej dokładnie taki sam wynik 53L/43P. Thank you, Ra Ka Isha, for brinning my attention back to brainrelated concepts🙂

Najbardziej interesujące są dla mnie takie a nie inne p r z y c z y n y, z powodu których mózg jednego człowieka funkcjonuje w przeważająco lewopółkulowy sposób, a mózg drugiej bardziej prawopółkulowy. Drugą kwestią jest to, czy owe ‚preferencje’ są stałe i niezmienne przez całe życie osoby, czy też możliwe są różne ‚fazy’, czyli że np. do 10 roku jesteśmy bardziej prawopółkulowi, następnie do 40 używamy częściej lewej, jeszcze później znowu następuje zmiana, a może większe zrównoważnie w pracy półkul, być może przez wpływ doświadczeń w tym konrektnym życiu.

A jak już mowa o ‚konkretnych’ życiach, to sądzę, że właśnie ów zestaw wcieleń (przeszłych lub przyszłych), a co za tym idzie zestaw konkretnych cech/aspektów, może mieć decydujący wpływ na pracę naszego mózgu. Zakładając, że do bardziej ‚bezpośredniej pracy’ na potrzeby życia, którego obecnie doświadczam, wybrałem różne aspekty 8-12 swoich istnień. Powody takiego czy innego wyboru mogą być różne: uwolnienie bagażu emocjonalnego, pragnienie doświadczenia pewnych transformacji (szczeólnie w najbliższych relacjach), czy chęć zintegrowania/pokochania tych moich (zazwyczaj negatywnych) części, które ‚zgubiłem’ gdzieś kiedyś, a które są ‚moje’ i tylko ja mogę je na nowo zaakceptować i ponownie ‚włączyć’ do swojej Istoty. Dlatego, może się okazać, że suma wpływu poszczególnych ‚składników’ z których się składam (a nie mówię tu nawet o fizyczności), może determinować bardziej lewo- lub prawo-półkulowy styl pracy mojego mózgu. Czyli moja ‚zupa’, którą sobie ugotowałem, może być bardziej słona lub słodka, chociaż taka analogia sugowałaby, że w każdej chwili mogę dodać jakiś nowy składnik, który może, w jednej z wersji, bardziej ‚zbalansować’ jej smak..

Tyle o moich osobistych ‚odczuciach’, na które wpływ mają jednak konkretne doświadczenie w tym moim życiu. Jednym z bardziej pamiętnych i kształtujących mój własny wizerunek siebie, była pewna sytuacja, około 15 lat temu. Miałem już wówczas doświadczeia z Instytutem Monroe i technologią hemi-sync, która może być pomocna w eksplorowaniu swojej świadomości w- lub poza ciałem fizycznym, choć jest tylko narzędziem, tak więc decydujący wpływ na takie doświadczanie wydaje się mieć i tak ‚wolna wola’ eksperymentującego, jego pragnienia, determinacja, ciekawość.. Wspominam o tym narzędziu (hemi-sync) ponieważ, przynajmniej w moim przypadku, ułatwiło mi ‚przetarcie’ pewnych ścieżek, choć z drugiej strony, ‚pomogło’ otworzyć niektóre okna tak szeroko, że powstały ‚przeciąg’ powodował coraz częstszy ‚ból głowy’ w kontakcie z ograniczeniami rzeczywistości 3D. Natomiast w kontekście bycia bardziej ‚prawo-półkulowcem’, sądzę że od wczesnego dzieciństwa wykazywałem takie ‚predyspozycje’, a doświadczanie ‚odmiennych stanów świadomości’ było tylko kolejnym rozwinięciem raczej niż przyczyną.

Ale wracając do tego jednego doświadczenia. W środku nocy, wybudziłem się na tyle, aby odzyskać świadomość ‚tu i teraz’, a jednocześnie móc doświadczać tego, co działo się ‚dookoła’. W sensie ‚fizycznym’ w pokoju byłem sam. Dwie osoby mocno się kłóciły, nie pamiętam już o co, ale temat był mi znany. O dziwo, słuchając jednej z nich, jak i drugiej dochodziło do mnie to, że w obu przypadkach, byłem to.. ja. Ich zażartej wymianie czy lepiej, awanturze, przysłuchiwały się dwie inne osoby, które wkrótce, w chwili dramatycznego ‚zaostrzenia’ konfliktu, włączyły się jako mediatorzy. Ku swojemu zaskoczeniu, odkryłem że i one wydają mi się tak bliskie.. jak ja sam. Ich intonacja głosu, sposób prowadzenia negocjacji, humorytyczno-obrazowe tonizujące wyjaśnianie, a wreszcie wyczuwalna w ich zaangażowaniu nuta empatii, przypominała mi tylko moje własne słowa, reakcje, sposoby znalezienia wyjścia, te z codziennego życia. Wiedzialem już, że to jestem Ja w czterech osobach jednocześnie, choć w tym ‚poszerzonym’ stanie nie było to aż tak zaskakujące, jak wydało się później. Jednak te dwie ‚bardziej prymitywne’ osoby wcale nie dały za wygraną. Ostre słowa, zupełnie przeciwstawne idee, druzgoczące energie, słowem wymina nie do zniesienia i nie taka łatwa do ‚przetransformowania’ przez dwie bardziej rozwinięte, czy akurat w tym momencie barziej zrównoważone istoty. Głos zabrały dwie kolejne osoby, nawet nie tyle przekazując coś za pomocą słów, a bardziej myśli, intencji, fal energii, tak jakby, pewnego rodzaju ‚wyższego zrozumienia’. Nie wydawały się zainteresowane wchodzeniem na ‚poziom’ wibracji tej ostrej wymiany. Emanowały zrozumienie, współczucie, moc rewitalizujących i kojących uczuć. Sama ich obecność wystarczała, aby się ‚zreflektować’ i.. zmienić kształt i kierunek ostrych słów i energii. Zarówno ‚awanturnicy’ jak i ‚mediatorzy wydawali się czerpać z sytuacji różne wzorce, możliwości nowego zrozumienia, słowem budujące nowe doświadczenia. I tym razem, ja, ‚tu i teraz’ od razu rozpoznałem te dwie swoje ‚wysoko-wibracyjne’ części. W życiu codziennym… cdn

Relacje Nowej Ery

Kahili Gibran (pisarz i poeta) napisał wiersz zatytułowany „O dzieciach”. Równie dobrze mógł ten wiersz być zatytułowany „O partnerach” ,”O współmałżonkach”, „O przyjaciołach”…

Spróbuję przetłumaczyć parę wersów (bardziej okaleczyć, mam nadzieje, że Gibran nie przewróci się w grobieJ

„Twoje dzieci nie są twoimi dziećmi.

One są synami i córkami Życia pragnącego się spełnić.

Przychodzą przez ciebie, ale nie od ciebie,

I mimo że one są z tobą, nie należą do ciebie.

Możesz dać im twoją miłość, ale nie twoje myśli,

gdyż mają one swoje własne.

Możesz dać schronienie ich ciałom, ale nie ich duszom,

gdyż ich dusze mieszkają w domu jutra,

którego nie możesz odwiedzić, nawet w twoich snach.

Możesz starać się być jak one,

ale nie staraj się, aby one były takie jak ty.

Gdyż życie nie biegnie do tyłu ani nie chroni się dniem wczorajszym.”

Wiersz ten objawia prawdę nie tylko o naszych relacjach z dziećmi. Ten wiersz jest o wszystkich naszych relacjach z drugą osobą. Uczy nas aby dać drugiej osobie (np.partnerowi) wolność bycia sobą i realizowania ich Celu Życia. Zbyt często narzucamy drugiej osobie naszą interpretację świata i staramy się, aby żyły według naszych planów dla nich.

Moim zdaniem wyżej wspomniana „wolność” jest kluczem do udanego związku dwojga ludzi.

Zauważ, że nie napisałem, że jest to kluczem do długotrwałości związku. To nie okres czasu bycia z drugą osobą decyduje o jakości związku, ale to czego udało nam się nauczyć od ciebie, i doświadczenia wspólnie zdobyte.

granada night

Laozi, starożytny Chiński filozof, napisał „W życiu tylko to jest prawdziwe, co się nigdy nie zmienia”.

To chyba wyklucza większość rzeczy, nie sądzisz? Nawet planety umierają, rodzą się nowe galaktyki. Tym bardziej zmieniają się ludzie. Tym czasem nasza kultura zaprogramowuje w nas wysoce neurotyczne myśli, typu: „rozstanie z drugą osobą to porażka”, „musimy być z partnerem 24 godziny na dobę, 365 dni w roku”, itp.

W momencie w którym stanie się jasne, że druga osoba znalazła się na nowej ścieżce ich życia, kiedy objawiają się nam (lub objawiają się im) nowe, wyższe cele, to nie tylko możemy, ale mamy obowiązek się rozejść. To jest prawdziwa miłość dla drugiego człowieka: rozpoznanie kiedy będzie im lepiej bez nas,  niż z nami. Lepiej dla ich rozwoju, bądź dla naszego rozwoju. I robimy to bez przygnębiających myśli i poczucia porażki.

Kolejną rzeczą o której chciałbym wspomnieć, to regularna potrzeba bycia samotnym. Ludzie w związkach mogą często odczuwać potrzebę bycia samotnym, tymczasowego oderwania się od drugiej osoby. Często nasza interpretacja tych potrzeb jest taka, że druga osoba nas nie kocha, nie chce z nami już być, itp. Sądzę, że ludzie ciągle rozwijający się mogą odczuwać regularne potrzeby np. podróżowania samemu, czy też dłuższych wypadów do natury, samemu. Tak jak potrzebujemy snu, aby porządkować swoje myśli, czasami potrzebujemy samotności, aby porządkować nasze dusze.

Tego typu zachowania mogą raczej wzmocnić związek, niż go osłabić. Oczywiście czasami staje się jasne, że nasze ścieżki z partnerem się rozchodzą i wtedy powinniśmy to przyjąć ze spokojem, zrozumieniem, w pewien przekorny sposób nawet z „radością”.

Pamiętaj, nie możemy brać odpowiedzialności za szczęście drugiej osoby!

Ich szczęście nie leży w nas, nie zależy od nas i od naszego zachowania. Błędem jest myślenie, że druga osoba będzie szczęśliwa jeżeli tylko zrobimy X, będziemy jak Y. Nie możemy dać nikomu szczęścia!! Szczęście leży tylko w głowie drugiej osoby, zależ od tego jak wybierają przetwarzać i interpretować informacje o świecie w którym się znajdują.

To jak ktoś zachowuje się w odpowiedzi na to jak ty żyjesz swoje życie—to mówi ci tylko o tej osobie, co jest w niej w środku, ich potrzebach (realnych bądź tylko niezdrowych, neurotycznych). I odwrotnie, to jak ty odpowiadasz na zachowanie drugiej osoby, mówi tylko o tobie, nie o nich!! Ta osoba jest w pewnym miejscu w swoim życiu, wie jak żyć według ograniczonego doświadczenia zdobytego na ich ścieżce. W pewnym sensie, nie wie jak się inaczej zachowywać.

autor artykułu: John Spencer (john-spencer.org)

Dziekuje Ci John, mój drogi Przyjacielu

Dzieci Są Święte..

Ten utwór poruszył mnie mocno już przy pierwszych dźwiękach..

 

A przy tym za każdym razem  cały roztapiam się.. w łzach..

 

Dziękuję Ci Livio

 

 

 

Gdzie ptaki nie przestają śpiewać..

Po raz pierwszy zwróciłem na to uwagę w Marrakeshu, gdy po północy otworzyłem okno w Hotelu Ibis. Z ogrodu dobiegał ptasi śpiew, lecz nie był to śpiew jednego, przypadkiem przebudzonego ptaka, tylko radosny świergot wielu, jaki w Polsce można usłyszeć słonecznym, letnim popołudniem w parku. Tak, latem w środkowej Europie pierwsze ptaki zaczynają śpiewać na godzinę przed świtem, jakby to od nich zależało przebudzenie Słońca. Tutaj, w Andaluzji ptaki są niejako częścią kultury flamenco – płomiennej świadomości, która bezustannie czuwa, pogrążona w tańcu, śpiewie, wielokierunkowym ruchu – bo flamenco to ogień, który ma wiele źródeł.

Być może to jedna z przyczyn siesty – przerwy na odpoczynek gdy słońce jest najgorętsze – bo może Hiszpanie też wsłuchują się w nocny śpiew naszych podniebnych, ziemskich współspaczy? W pewnych oświeconych przekazach czanelingowych mówi się, że ptaki to istoty z wyższych wymiarów, które za pomocą śpiewu utrzymują wyższe wibracje na naszej planecie. Ich mowa ma nam przypominać o naszym gwiezdnym pochodzeniu i gwiezdnym przeznaczeniu.

A więc ptaki w Hiszpanii śpiewają cały czas, przynajmniej tu, na południu. Cieszę się, że mogę tu być, zwłaszcza że lubię nocne spacery.

Pomarańcze. Słońce jest tu dla nich łaskawe, podobnie jak i temperatury, które prawie nigdy nie spadają poniżej plus dziesięciu stopni. Naranjos (drzewa pomarańczowe) wydają się żyć na całego, zaledwie wczoraj na jednym i tym samym widziałem zarówno ogromne kwiaty o cudnym aromacie, jak i pyszne, dojrzałe owoce. Podobnie jest z aguacate (awokado), obecnie całe w kwiatach, a dodatkowo obwieszone wielkimi, maślanymi gruszkami. To taka prawie reguła w tym klimacie – nieustanna słoneczna stymulacja prowokuje wszystko co może ożyć do rozkwitu.  A wracając do pomarańczy, to najsłodsze, najbardziej soczyste i o najwykwintniejszym bukiecie smaku są te, które już.. spadły. W ogóle nie zrywam pomarańczy z drzew, wręcz na odwrót, niczym zapalony grzybiarz, dziękuję za każdą znalezioną w trawie. W Polsce słodkie były tylko mandarynki, tutaj to właśnie z pomarańczy powinno się wyciskać i krystalizować cukier..

Nie lubię mówić o jedzeniu, a co dopiero o nim pisać. Prawdą jednak jest, że lubię proste życie, jak choćby wyjść na cały dzień w góry, nie myśląc o przygotowywaniu dodatkowej odzieży czy jedzenia. Andaluzja trochę przypomina mi polskie podkarpacie, ten spowolniony rytm życia ludzi, taki bliższy Ziemi. I jak na podkarpaciu, dzikie łąki i sady, tylko że tutaj przez cały rok jakoś bardziej ‚żywe’. Jak chce mi się jeść, przystaję przy migdałowcu (almendra), bo zarówno migdałów, jak i kamieni do ich rozłupywania jest tutaj dostatek. Oczywiście, migdały są na drzewach przez cały rok.  Bardzo popularne są też rozległe sady awokado, więc warto zadrzeć do góry głowę i sięgnąć po jakąś zbrązowiałą gruszkę, którą można delektować się od razu, bo zielone muszą, niczym ulęgałki, kilka dni poleżeć. Jeszcze prościej jest zaspokoić pragnienie – naranjos znajdą się wszędzie i przez cały rok, a wiosną i wczesnym latem także bardzo orzeźwiające nisperos.

Andaluzja (anda-lu-si-ja – mówiąc wymownie) jest domem jeszcze jednego słynnego drzewa, o którym tutaj tylko wspomnę, bo pisać można o nim książki. Algarrobo, czyli drzewo karobowe, którego owoce nazywane są chlebem świętojańskim. Niczym ogromne strąki groszku, najpierw są zielone i soczyście gorzkie w smaku, a gdy je ugryziesz język stanie ci twardym kołkiem w buzi, murowane. Rozejrzyj się wtedy za strąkami, które są brązowe i twarde, upieczone przez słońce i pełne jego słodyczy. Przez tysiące lat dla wędrowców były prawdziwym chlebem, słodkim i pożywnym. I trzeba przyznać, że i naszym dzieciom smakują, nawet w dobie batoników, bądź co bądź w połowie składają się z.. cukru. Po zmieleniu można z karobowego proszku przyrządzić alternatywne kakao, jednak my wolimi te prawdziwie frutariańskie batoniki takie jak są, bo przecież energia kształtu wpływa na to, jaki odczuwamy smak.

A mówiąc o kształcie, to drzewa w Andaluzji wyglądają conajmniej osobliwie, o ile nie zjawiskowo. Zwłaszcza stare drzewa oliwne i granatowce (olivos y granadas), z powykręcanymi spiralnie pniami, niczym prastare wiertła, które muszą jakoś przebić się przez litą skałę w poszukiwaniu wody. Stare karobowce i oliwy swym wyglądem naprawdę potrafią pobudzić wyobraźnię – jeśli pamiętacie Babunię/Wróżkę z Pocahontas, to właśnie tak wyglądają. I dam głowę, że potrafią chodzić, o ile nie używają bilokacji.

OK, zejdę już z tych drzew. Pora na ludzi. Hiszpanie. Mężczyźni jakby z pluszu, zatem słowo ‚macho’ musi pochodzić skądinąd, może z Meksyku, albo Argentyny. Ci tutaj, przynajmniej w Andaluzji to przemiłe gaduły, a jak mówią to mówią w rozbrajający sposób, jakby dławili się tuzinami słodkich klusek, a może ciasteczek. Mówią szybko, ciepło i radośnie. Przy tym pięknie seplenią. Mistrzowie rozmów o niczym, widać, że w ich komunikowaniu chodzi raczej o przekazanie ładunku energii, a nie jakiejś konrektnej informacji czy wiedzy. Dlatego może inne nacje, w tym Polacy, często narzekają, że Hiszpanie są tacy ‚niemądrzy i prości’, że z nimi to tylko o pogodzie. A dla mnie to właśnie Hiszpanie, mężczyźni i kobiety, są niczym uosobienie owych pozytywnych Plejadian z książek Marciniak i Hand Clow. Gdy mijasz ich na ulicy wszyscy cię pozdrawiają, nie potrafią przejść obok ciebie obojętnie, przynajmniej w mniejszych miejscowościach, szczególnie w pueblach. Więc wychodząc szybko po jedną rzecz do sklepu, twoja rodzina może się liczyć z tym, że wrócisz za kilka godzin. Zwłaszcza, gdy też lubisz gadać. Bo po hiszpańsku ‚pogoda’ i ‚czas’ to jedno słowo – tiempo. Jeśli aura jest dobra, czas rozpuszcza się jak cukier w filiżance.

Będąc w Andaluzji przez te trzy miesiące ani razu nie widziałem naprawdę  kłócących się Hiszpanów.  Nawet gdy miewają odmienne zdania, w tętniącym muzyką barze o północy, i tak zawsze kończą śmiechem, jakby każdy wiedział, że w życiu wszystko się do tego sprowadza.. aby nie być zbyt grave. (słowo „grave”, czyli „poważny”, oznacza także.. „grób”!) Kobiety (mujeres) zdecydowanie częściej mówią podniesionym głosem, znacznie lepiej je słychać! Otwarcie dają do zrozumienia, że to przecież kobiece wibracje mogłyby najpiękniej przeharmonizować ten skostniały, logicznie usystematyzowany przez mężczyzn świat. Choć i hombres (czyt. ombres, mężczyźni), nawet ci najwięksi, mają często głosy jak mali chłopcy, ale to już specyfika hiszpańskiego języka. Oprócz dźwięcznego ‚rr’ wszystko inne jest takie miękkie ale jednocześnie pełne wibracji, melodii, życia..

Znowu przychodzi mi na myśl flamenco – pieśń wędrującej duszy..

ogień, taniec i.. głos.. ten dociera falami, sinusoidy smutku i radości, spełnienia i nieukojenia.. flamenco to życie, tylko wyostrzone, przyprawione o wyraźne barwy, aby podnieść energię, aby płynęła szybciej i bardziej zdecydowanie..

rytm flamenco łączy przeciwieństwa, daje nadzieje, że przy odpowiedniej dozie determinacji i zabawy można przejść przez życie.. w miarę bezboleśnie.. ważne aby wytworzyć wir.. wir szybkiej energii, manifestacji.. a charakterystyczne, nieustanne klaskanie we flamenco przypomina jak ważny jest rytm, rytm który wprowadzi cię w trans, w którym możesz wszystko..

tropical-summer-dreamy-and-sparkling-cg-flowers-wallpaper-102716-2

Kosmiczna muzyka świerszczy

Muzyka jaką serwują nam latem świerszcze, zwłaszcza wieczorem niejednemu pomaga wejść w głębszy rezonans z własnym wnętrzem czy energiami Ziemi.

Mistrzowie kreowania romantycznej, ziemskiej aury, a w towarzystwie żab to już prawdziwy romantyczny mistycyzm!

nowy-13

Kilka dni temu na blogu Instytutu Monroe znalazłem nagranie z muzyką, którą ktoś nazwał „Anielski chór świerszczy”. Ja nazwałbym je mianem „kosmicznej muzyki”, bo jakoś pierwsze skojarzenie miałem z przemieszczaniem się pośród gwiazd i mgławic. Nagranie składa się z dwóch ścieżek:

– jedna to dźwięki świerszczy jakie znamy z polskich łąk
– druga to te same odgłosy świerszczy, ale spowolnione tak, aby dopasować je do długości ludzkiego życia (czyli ta druga ścieżka dźwiękowa została spowolniona kilkadziesiąt czy nawet kilkaset razy, jak mi się wydaje)

Oto link do strony bloga Instytutu Monroe z nagraniem:
http://www.monroeinstitute.org/thehub/stunning-angelic-cricket-chorus

lub bezpośrednio do Youtube:

poranna rosa..

zawsze mnie zastanawiało, dlaczego najbardziej lubię właśnie twój pierwszy, poranny uśmiech..

skąd o poranku takie natchnienie, jakby płynęło z wielu umysłów, z wielu serc..

dlaczego nie chce się otwierać tych fizycznych oczu..

to chyba nie tylko dlatego, że to sam sen przynosi tyle ukojenia, dając siły i dodając wiary na kolejny dzień życia..

wracamy od siebie stamtąd, z większego planu, z centrum wielu zainteresowań..

dlatego z tak wielką uwagą chwytam te poranne przebłyski, najprawdziwsze i najcenniejsze klejnoty nie z tego świata, lecz twoje, kochana..

into_the_sun_wallpaper_abstract_other_wallpaper_1600_900_widescreen_2095xxx.jpg

WODA

Woda uzdrawia.. uspokaja.. przynosi ukojenie.. harmonizuje..

images3 (2)

W istocie, to sama Ziemia z pomocą swojej cudownej Substancji rewitalizuje, uzdrawia, uspokaja i przywraca harmonię. Wprowadza w odmienny stan świadomości, stan większej równowagi.

Wejdź do wanny, choćby na 10 minut, i spróbuj zauważyć różnicę. Powszechnie wiadomo, że nic  nie przynosi tak wielkiego ukojenia jak kąpiel. Woda rozpuści twoje zmęczenie, naładuje cię cząsteczkami swojej energii, sprawi, że łatwiej będzie ci spojrzeć na świat w bardziej harmonijny sposób. Być może zyskasz więcej cierpliwości.

Bo Ziemia dba o swoje Dzieci. Obmywa je z codziennych trudów życia niczym troskliwa mamusia, kąpiąca co wieczór swoje małe dziecko. Nasze ciała w większości składają się z cząstek wody, i kiedy w wodzie się zanurzamy, na poziomie energetycznym jak i fizycznym oba te rezerwuary się łączą. Z reguły, ta ‘zewnętrzna’ świeża woda do której weszliśmy działa harmonizująco na wodę w naszym ciele. „Uporządkowuje” jej strukturalny wzorzec, próbując upodobnić go do harmonijnego wzorca samej Gai. A czym woda czystsza i mniej w niej substancji, które dodał człowiek (np. woda ze studni lub źródła) tym bardziej oczyszczająca i odprężająca będzie dla nas chwila  tejwymiany z… Boginią, Matką Ziemią..

Woda to również potężny wzmacniacz energii, na przykład energii myśli. To właśnie te marzenia, które snuliśmy wylegując się godzinami w wannie często spełniają się jako pierwsze. Czy to w wannie, czy pod prysznicem, w ogrodowym basenie lub oczku wodnym, dobrze jest zabrać tam ze sobą te intencje, których spełnienia pragniemy najbardziej. Warto też pamiętać, aby w wodzie mieć tylko myśli dobre, ponieważ Ona wzmocni każdą z nich, każdą intencję, którą nasycimy obrazem, kolorem, emocją czy uczuciem..

Woda to medium niezwykłe, jeden z pomostów pomiędzy wymiarami fizycznym i eterycznym. Innym takim łącznikiem jest dźwięk. Zanurzeni w jeziorze czy strumieniu mamy możliwość „usłyszeć” czy raczej odebrać niewerbalnie – choć czasem mogą to być obrazy, dźwięki i zapachy – historie ukryte głęboko w Ziemi, a nawet jeszcze bardziej odległe, z innych galaktyk czy.. całego istnienia. Po prostu, woda ma wspaniałą pamięć..

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.